Samoloty w Krakowie będą lądować co 20 minut

Rozmawiała Joanna Pszon
2010-04-15 , aktualizacja: 15.04.2010 19:51
A A A Drukuj
Przyjmowanie samolotów z delegacjami państw musimy rozpocząć w niedzielę już o 5 rano. Żeby wszyscy zdążyli. Potem co 20 minut lądowanie - mówi wiceminister infrastruktury Tadeusz Jarmuziewicz, odpowiedzialny za logistykę na lotniskach podczas pogrzebu prezydenta
Samolot linii Ryanair na lotnisku w Balicach
Fot.Tomasz Wiech / Agencja Gazeta
Samolot linii Ryanair na lotnisku w Balicach
Rozmowa z wiceministem Jarmuziewiczem

Joanna Pszon: Ma Pan chyba pełne ręce roboty przygotowując plany przyjęcia i potem odprawienia samolotów delegacji państwowych przylatujących na pogrzeb prezydenta?

Tadeusz Jarmuziewicz, wiceminister infrastruktury (PO): - Moją rolą jest zabezpieczyć logistykę funkcjonowania lotnisk. Robię to w pełnym porozumieniu z protokołem dyplomatycznym i Biurem Ochrony Rządu.

I jak idzie ta praca?

- Środowe przygotowania skończyliśmy w czwartek o pierwszej w nocy. Pomijając już wielkość krakowskiego lotniska, takiej operacji logistycznej jeszcze w Polsce nie mieliśmy, żeby 80 ekip (bo tak szacujemy) przywódców państw i wielkich osobowości z najwyższych światowych półek w ciągu kilku godzin przyjąć i odprawić.

W związku z tym, że lotnisko w Krakowie absolutnie nie da sobie rady z czymś takim robimy to w "duo-porcie" z Katowicami, czyli dwa lotniska: Katowice i Kraków na raz zajmą się tym samym. Miejsc postojowych w Krakowie mamy 15, w Katowicach gdzieś drugie tyle, zatem logistyka będzie taka, że przylatują, wysadzają swoich i odlatują do Warszawy, gdzie samoloty będą miały postój. Tyle, że powoduje to dodatkowe operacja lotnicze, ponieważ samolot musi jeszcze raz przylecieć do Krakowa lub Katowic i odlecieć. Czasem na jednym pasie lotniczym będziemy cztery razy obsługiwać daną ekipę.

Kto zostanie w Krakowie? Decyduje czas przybycia, czy inne względy?

- Z ogromnym szacunkiem dla wszystkich, ale to protokół dyplomatyczny musi decydować, kogo zostawiamy w Krakowie i Katowicach, a kogo odsyłamy do Warszawy.

Są jednak delegacje takich prezydentów jak Obama czy Miedwiediew, które na pewno wylądują w Krakowie i tam zostaną. Ich służby mają nawet takie instrukcje, że VIP nie rozstaje się z samolotem.

Wiele delegacji przybędzie też kilkoma samolotami: Hiszpanie, Niemcy, para królewska i premier Wielkiej Brytanii. Dlatego lotnisko będzie zatkane natychmiast - jeśli chodzi o te miejsca postojowe.

Czy na krakowskim lotnisku będą odbywały się tego dnia normalne loty?

- Dziś pojawił się nawet lapsus, bo wojewoda małopolski powiedział, że lotnisko będzie wyłączone z ruchu cywilnego, a nie może być. Musieliśmy to szybko odkręcać. Nie możemy sobie odwołać rejsów i dowolnie wszystkiego poukładać, bo te rejsy były wcześniej zaplanowane. Mało tego, wiele głów państw zamierza przylecieć rejsowymi samolotami.

Niełatwo to będzie zgrać.

- Na początku chciałem więcej lotnisk, chciałem dołączyć do tego Wrocław i Łódź, bo byłoby o wiele łatwiej, ale Biuro Ochrony Rządu wyjaśnia, że nie mogą się aż tak rozdrobnić. Mają uroczystości w Warszawie i Krakowie, a teraz ja im dorzucam dwa lotniska. Nie daliby rady w dwóch jeszcze nowych miejscach wszystko ogarnąć. I to jest zrozumiałe, są przygotowani na obsługę jednej, dwóch uroczystości na raz, a nie na takie wielkie poruszenie w całym kraju.

Zatem przy takiej małej przepustowości lotniska w Krakowie przyjmowanie gości w niedzielę musi się zacząć od piątej rano.

Aż tak wcześnie?

- Żeby mogli zdążyć. Odstępy będą po 20 minut, po pół godziny. Teraz MSZ musi to delegacjom przekazać. Plus to, że będzie dość długa przerwa około godz. 9-10, kiedy będzie podjęcie trumien pary prezydenckiej.

Przylecą samolotem?

- Tak. Był najpierw pomysł, aby przyjechały, ale wczoraj późnym wieczorem u ministra Boniego zapadły decyzje, że przylecą samolotem. I w tym czasie lotnisko będzie przyblokowane, więc kolejna godzina wykrojona.

Ale jest plan awaryjny na wypadek złej pogody?

- Oczywiście, wówczas zwozimy do Warszawy, która ma ILS II kategorii lądowania i mamy przygotowany pociąg salonkę na 500 miejsc. Też w środę ten plan zatwierdziliśmy.

Czy zostało coś jeszcze do ustalenia?

- Z Polską Agencją Żeglugi Powietrznej przygotowaliśmy taką tabelkę z pustymi kratkami, gdzie o której godzinie mogą lądować samoloty z delegacjami. Dokładnie rozpisane, że w tej godzinie tyle, a tyle operacji można wykonać, a w tej tyle. Z uwzględnieniem lotów liniowych. Teraz zatem MSZ musi tę tabelę w porozumieniu z delegacjami wypełnić. Kiedy to uczyni, my sprawdzimy, czy wszyscy zostaną należycie obsłużeni, więc wciąż musimy koordynować nasze prace.

Byliście przygotowani na aż taką akcję?

- Powiem tak: do momentu, kiedy nie padło słowo "Wawel" spaliśmy spokojnie. Nawet po cichu sobie kalkulowaliśmy, że zrobimy próbę generalną przed Euro 2012 w Warszawie. Mogliśmy sprawdzić, na ile jesteśmy przygotowani. Oczywiście teraz są o wiele trudniejsze warunki, niż na Euro, na które nie przybywają w takiej liczbie na raz głowy państw i szefowie ważnych międzynarodowych instytucji. Które podejmuje się samochodem na płycie ze specjalną ochroną. Ale byłby to organizacyjny sprawdzian.

No i w Warszawie na lotnisku mamy sto miejsc postojowych, a nie 15.

Kiedy okazało się, że to jednak Kraków, zrobiło się bardzo ciężko. Powtórzę, takiej operacji jeszcze nikt w kraju nie ćwiczył. W Warszawie byłoby łatwiej.

A tak jeszcze nie wiadomo, kogo trzeba będzie przywieźć z Katowic, czy czasowo wyłączać jedną nitkę autostrady, czy kilka delegacji na raz pilotować z BOR-em.

BOR, Generalna Dyrekcja Dróg i Autostrad oraz policja muszą to ustalić. Jeżeli będą chcieli czasowego zamknięcia jednej nitki autostrady, nie ma sprawy.

Obawia się Pan korków na autostradzie w okolicach Krakowa?

- Są rozmaite prognozy. Jednak w trosce o to, że mogą się te korki porobić (a transport drogowy akurat mnie podlega) wydałem dziś dwa rozporządzenia: pierwsze o zakazie ruchu samochodów ciężarowych powyżej 12 ton od piątku godz. 18 do poniedziałku 6 rano. Bo może być naprawdę duży ruch.

I ten zakaz obowiązuje w całym kraju?

- Tak. Zaś drugie rozporządzenie jest o całkowitym zakazie przewozu materiałów niebezpiecznych w weekend. To dmuchanie na zimne, ale kiedy są prognozy, że wybiera się półtora miliona ludzi do Krakowa, to trzeba je mieć na uwadze. PKP już przygotowało sto dodatkowych wagonów do Krakowa z całej Polski.

Czyli z Pana strony wszystko już przygotowane?

- Niby tak, ale śpię w butach. Poza tym dziś wieczorem o godz. 22.45 mamy spotkanie u ministra Boniego. Ale wielu ludzi jest w gotowości, bo to nie tylko transport, ochrona, dyplomacja. Tak samo samorządy obu miast.

Aha, i jeszcze dla bezpieczeństwa wyłączyliśmy obszary nad miastem z ruchu lotniczego. Nad Krakowem i nad Warszawą. Nikt nie ma prawa wkraczać w tę przestrzeń powietrzną, dojazd do lotniska ok., ale przelatywanie nad miastem nie wchodzi w rachubę. Lepiej niech się nikt tam nie kręci. To dość częsta praktyka, że w ważnych momentach wyłącza się czasowo przestrzeń.

Będzie Pan na uroczystościach w Warszawie i Krakowie?

- Na pewno emocjonalnie bardziej przeżyję te uroczystości w Warszawie, gdzie będziemy wspominać wszystkich, którzy zgięli w katastrofie. Z tych 96 osób znałem 33, bliżej, dalej, niektórych bardzo blisko. Najważniejsze łzy już wypłakałem, ale jeszcze na pogrzebach kumpli też się pobeczę.

Natomiast będę w Krakowie z poczucia patriotycznego obowiązku.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    192 głosy

Jesteśmy na Facebooku