Naciągacz udawał w sądzie sędziego
2010-03-22
, aktualizacja: 22.03.2010 14:41
Jak wykorzystać naiwność ludzką? Wystarczy włożyć dobry garnitur, przedstawić się jako prezes sądu i obiecać pomoc.
Takie przedstawienie przyszykowali mieszkańcy Brzegu dla pewnego mężczyzny, którego syn został aresztowany. - Dowiedzieli się, że syn tego człowieka ma kłopoty, a ojcu bardzo zależy na tym, by jak najszybciej syna uwolnić - mówi Elżbieta Kawałko zastępca prokuratora rejowego z Brzegu.
Cwani brzeżanie odszukali zrozpaczonego ojca i podali się za dawnych przyjaciół jego syna. Przekonywali, że również w ich interesie jest, by ten wyszedł na wolność. Mówili, że sami niewiele mogą zrobić. Za to mają wpływowych przyjaciół, jednym z nich jest prezes sądu, który być może mógłby pomóc, ale nie za darmo.
Ojciec zrozumiał, że przysługa będzie kosztowała i przygotował trzy tys. złotych. - Trefni przyjaciele pojechali z nim do jednego z opolskich sądów. Tam mieli spotkać się z samym prezesem - mówi prokurator.
Ojciec miał czekać na korytarzu. W pewnym momencie podszedł do niego elegancki, dobrze ubrany mężczyzna, przedstawił się jako sędzia i zapewnił, że może pomóc jego synowi. Rozmawiali na korytarzu, bo jak tłumaczył sędzia "z uwagi na delikatność sprawy" niezręcznie byłoby zapraszać ojca do gabinetu. Niczego nie spodziewający się mężczyzna przekazał "sędziemu" pieniądze i wrócił do domu zapewniony, że jego syn za dzień, najdalej dwa wyjdzie z aresztu. Nie doczekał się jednak.
- Sprawa wyszła na jaw przypadkiem, podczas śledztwa dotyczącego wyłudzania kredytów. Jeden z oskarżonych, C. przyznał się do winy. I opowiadając o przekrętach, wspomniał również i o tej sprawie- mówi Kawałko dodając, że "przyjaciele" zostali zatrzymani w związku z aferą kredytową i stanęli przed sądem. - Jednak sprawę wyłudzenia powołując się na znajomości w sądzie musieliśmy umorzyć, gdyż nie udało się odnaleźć osoby, która udawała sędziego - mówi prokurator.
Cwani brzeżanie odszukali zrozpaczonego ojca i podali się za dawnych przyjaciół jego syna. Przekonywali, że również w ich interesie jest, by ten wyszedł na wolność. Mówili, że sami niewiele mogą zrobić. Za to mają wpływowych przyjaciół, jednym z nich jest prezes sądu, który być może mógłby pomóc, ale nie za darmo.
Ojciec zrozumiał, że przysługa będzie kosztowała i przygotował trzy tys. złotych. - Trefni przyjaciele pojechali z nim do jednego z opolskich sądów. Tam mieli spotkać się z samym prezesem - mówi prokurator.
Ojciec miał czekać na korytarzu. W pewnym momencie podszedł do niego elegancki, dobrze ubrany mężczyzna, przedstawił się jako sędzia i zapewnił, że może pomóc jego synowi. Rozmawiali na korytarzu, bo jak tłumaczył sędzia "z uwagi na delikatność sprawy" niezręcznie byłoby zapraszać ojca do gabinetu. Niczego nie spodziewający się mężczyzna przekazał "sędziemu" pieniądze i wrócił do domu zapewniony, że jego syn za dzień, najdalej dwa wyjdzie z aresztu. Nie doczekał się jednak.
- Sprawa wyszła na jaw przypadkiem, podczas śledztwa dotyczącego wyłudzania kredytów. Jeden z oskarżonych, C. przyznał się do winy. I opowiadając o przekrętach, wspomniał również i o tej sprawie- mówi Kawałko dodając, że "przyjaciele" zostali zatrzymani w związku z aferą kredytową i stanęli przed sądem. - Jednak sprawę wyłudzenia powołując się na znajomości w sądzie musieliśmy umorzyć, gdyż nie udało się odnaleźć osoby, która udawała sędziego - mówi prokurator.
- 4 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
9 głosów



