Emeryci '2030 nie dadzą się wykluczyć
2010-03-18
, aktualizacja: 18.03.2010 19:02
Za 20 lat emeryci będą zupełnie inni niż ci sprzed kilkunastu lat. Oni nie dadzą się zepchnąć na margines. Ale musimy im coś zaproponować, np. małe formy organizacji, gdzie będą działać, spotykać się, czuć się członkami wspólnoty - mówi prof. Janusz Słodczyk.
ZOBACZ TAKŻE
- Wojewoda: - Dyskutujmy, nie straszmy (17-03-10, 20:22)
- Elektrownia i outsourcing to szansa regionu (16-03-10, 20:27)
- Dr Potwora: ja bym aż tak nie straszył (15-03-10, 20:00)
- Alarm demografów: Opolszczyźnie grożą protesty (14-03-10, 23:00)
Demografowie z Instytutu Śląskiego opracowali ekspertyzę, z której wynika, że na Opolszczyźnie dramatycznie zwiększa się liczba osób wykluczonych społecznie lub zagrożonych wykluczeniem z różnych powodów - ekonomicznych, zdrowotnych, demograficznych. Według nich do 2030 roku ten problem może dotknąć co trzeciego Opolanina.
Beata Łabutin: Zgadza się Pan z prognozą stawianą przez demografów?
Prof. Janusz Słodczyk, dziekan Wydziału Ekonomicznego Uniwersytetu Opolskiego: - Cała prognoza ma kapitalne znaczenie. Na początek chcę jednak powiedzieć, że rola prognoz ma charakter ostrzegawczy. Musimy pamiętać, że nie musi się stać tak, jak prognozujemy, ale że stać się może, jeśli nic nie będziemy robić. Tej prognozy nie można więc absolutnie bagatelizować.
Jest tam wiele ciekawych tez. Zgodziłbym się z opinią, że w warunkach gospodarki rynkowej może się pogłębiać dysproporcje w poziomie życia, że pewne grupy mogą mieć coraz większe trudności materialne. Ale też inne osiągają coraz wyższy poziom, odnoszą sukces ekonomiczny. To jednak jest nie do uniknięcia przy neoliberalnej polityce ekonomicznej, jaką w Polsce mamy.
Czy więc negatywny scenariusz o rzeszy wykluczonych może się spełnić?
- Nie chciałbym być jakimś wielkim pesymistą. Nasz region ma pewne atuty, które mogą łagodzić zagrożenie wykluczeniem, o czym za chwilę.
Najpierw jednak sprawa wykluczenia demograficznego. Nie do końca bym się zgodził, że kolejne roczniki emerytów będą w coraz gorszej sytuacji, coraz bardziej biedne, chore, zamknięte w domach itd. Nie odnoszę się tu do systemu emerytalnego i jego zagrożeń, ale do zbiorowości, która będzie niedługo przechodzić na emeryturę, do jej cech, jej mentalności. To będą w dużym stopniu inni emeryci niż ci sprzed lat. Będą - już dziś są - zamożniejsi, często zdrowsi, w niezłej kondycji, świadomi swojej pozycji i nieuważający, że w ich życiu wszystko już się zdarzyło.
Oczywiście w Polsce możliwości emerytów są dużo mniejsze niż na Zachodzie. Ale jestem głęboko przekonany, że roczniki z lat 50., które zaczną wchodzić w wiek emerytalny, nie dadzą się zepchnąć na margines. To emocjonalnie i mentalnie zupełnie inna grupa ludzi niż emeryci sprzed kilkunastu lat.
Atuty, o których Pan wspomniał?
- Jest ich kilka. Kwestię wykluczenia ekonomicznego łagodzi w przypadku regionu opolskiego napływ środków zarobionych za granicą. Są wydawane głównie na konsumpcję, nad czy bolejemy, bo wolelibyśmy, by poszły na inwestycje. Jeśli jednak wydaje się na domy, samochody, dobra materialne, to oznacza to, że jakaś duża grupa korzysta z tych środków i poprawia sobie życie, oddalając zagrożenie wykluczeniem.
Generalnie poziom wykształcenia w regionie będzie się wciąż podnosił. To też przeciwdziała wykluczeniu.
No i lokalizacja Opolszczyzny, aspekt przestrzenny. Są regiony w Polsce, do których - lub ich części - brak dostępności, ma miejsce fizyczne oddalenie, izolacja. To sprzyja wykluczeniu ludności. Opolszczyzna zdaje się być w sytuacji lepszej. Mamy dobre położenie, jesteśmy małym regionem, po którym dość łatwo się przemieszczać. To też łagodzi zagrożenie wykluczeniem.
Recepty, by zapobiec czarnemu scenariuszowi?
- Nie ma prostych recept. Ale chcę przywołać dwie rzeczy: praca dla wykwalifikowanych osób - to czywiste oraz aktywna polityka społeczna - jest bardzo potrzebna.
Tu bym bardzo wyraźnie podkreślił, że znaczna część społeczeństwa radzi sobie i poradzi, ale jest pewna grupa, której trzeba zapewnić dostęp - w trybie polityki socjalnej - do podstawowych usług społecznych, edukacji, ochrony zdrowia.
Istotnym kierunkiem działania jest umacnianie lokalnych ośrodków akademickich. Z niepokojem patrzę na sygnały płynące z pionu szkolnictwa wyższego, że stawiamy na wielkie ośrodki, które w założeniu mają konkurować ze światem. Musimy pamiętać, że część naszej młodzieży nie jest w stanie, nie może pojechać na studia do Warszawy, ale mogłaby studiować tutaj. Dlatego lokalne ośrodki akademickie trzeba wzmacniać, a nie dołować je.
Kolejna kwestia to wciąganie człowieka zagrożonego marginalizacją w jakiś ruch, jakieś działanie. Tu niezwykle potrzebne są organizacje pozarządowe i wcale nie muszą być wielkie. To mogą być koła miłośników czegokolwiek, jakieś kluby. Administracja samorządowa wciąż jednak myśli o nich jako o ozdobniku, dodatku, nie traktuje ich poważnie. Tymczasem małe kluby, towarzystwa dają ich członkom poczucie bycia w grupie, we wspólnocie. To bardzo istotny sposób przeciwdziałania poczuciu wykluczenia. I trzeba to wspierać, bo na tym polu mamy jeszcze bardzo wiele do zrobienia.
Nasuwa się też pytanie, dlaczego kapitał zarobiony za granicą jest w tak niewielkim stopniu w regionie przeznaczany na uruchomienie firmy, a w lwiej części na konsumpcję. Może ten obszar można jakoś wspomóc? Owszem, inwestorzy zewnętrzni - tak, ale to nie jest moim zdaniem panaceum na wszystko. Uruchommy wszystkie siły, które w nas tkwią.
No i warunki do wzrostu mobilności, możliwości swobodnego przemieszczania się. Bo jeśli jej nie ma, to to też sprzyja wykluczeniu. Bo jeśli nie mogę, nie mam czym, nie mam za co pojechać i zobaczyć, jak jest gdzie indziej, to marnuję swoją szansę. Potrzebny jest więc między innymi dostępny i tani transport publiczny.
Beata Łabutin: Zgadza się Pan z prognozą stawianą przez demografów?
Prof. Janusz Słodczyk, dziekan Wydziału Ekonomicznego Uniwersytetu Opolskiego: - Cała prognoza ma kapitalne znaczenie. Na początek chcę jednak powiedzieć, że rola prognoz ma charakter ostrzegawczy. Musimy pamiętać, że nie musi się stać tak, jak prognozujemy, ale że stać się może, jeśli nic nie będziemy robić. Tej prognozy nie można więc absolutnie bagatelizować.
Jest tam wiele ciekawych tez. Zgodziłbym się z opinią, że w warunkach gospodarki rynkowej może się pogłębiać dysproporcje w poziomie życia, że pewne grupy mogą mieć coraz większe trudności materialne. Ale też inne osiągają coraz wyższy poziom, odnoszą sukces ekonomiczny. To jednak jest nie do uniknięcia przy neoliberalnej polityce ekonomicznej, jaką w Polsce mamy.
Czy więc negatywny scenariusz o rzeszy wykluczonych może się spełnić?
- Nie chciałbym być jakimś wielkim pesymistą. Nasz region ma pewne atuty, które mogą łagodzić zagrożenie wykluczeniem, o czym za chwilę.
Najpierw jednak sprawa wykluczenia demograficznego. Nie do końca bym się zgodził, że kolejne roczniki emerytów będą w coraz gorszej sytuacji, coraz bardziej biedne, chore, zamknięte w domach itd. Nie odnoszę się tu do systemu emerytalnego i jego zagrożeń, ale do zbiorowości, która będzie niedługo przechodzić na emeryturę, do jej cech, jej mentalności. To będą w dużym stopniu inni emeryci niż ci sprzed lat. Będą - już dziś są - zamożniejsi, często zdrowsi, w niezłej kondycji, świadomi swojej pozycji i nieuważający, że w ich życiu wszystko już się zdarzyło.
Oczywiście w Polsce możliwości emerytów są dużo mniejsze niż na Zachodzie. Ale jestem głęboko przekonany, że roczniki z lat 50., które zaczną wchodzić w wiek emerytalny, nie dadzą się zepchnąć na margines. To emocjonalnie i mentalnie zupełnie inna grupa ludzi niż emeryci sprzed kilkunastu lat.
Atuty, o których Pan wspomniał?
- Jest ich kilka. Kwestię wykluczenia ekonomicznego łagodzi w przypadku regionu opolskiego napływ środków zarobionych za granicą. Są wydawane głównie na konsumpcję, nad czy bolejemy, bo wolelibyśmy, by poszły na inwestycje. Jeśli jednak wydaje się na domy, samochody, dobra materialne, to oznacza to, że jakaś duża grupa korzysta z tych środków i poprawia sobie życie, oddalając zagrożenie wykluczeniem.
Generalnie poziom wykształcenia w regionie będzie się wciąż podnosił. To też przeciwdziała wykluczeniu.
No i lokalizacja Opolszczyzny, aspekt przestrzenny. Są regiony w Polsce, do których - lub ich części - brak dostępności, ma miejsce fizyczne oddalenie, izolacja. To sprzyja wykluczeniu ludności. Opolszczyzna zdaje się być w sytuacji lepszej. Mamy dobre położenie, jesteśmy małym regionem, po którym dość łatwo się przemieszczać. To też łagodzi zagrożenie wykluczeniem.
Recepty, by zapobiec czarnemu scenariuszowi?
- Nie ma prostych recept. Ale chcę przywołać dwie rzeczy: praca dla wykwalifikowanych osób - to czywiste oraz aktywna polityka społeczna - jest bardzo potrzebna.
Tu bym bardzo wyraźnie podkreślił, że znaczna część społeczeństwa radzi sobie i poradzi, ale jest pewna grupa, której trzeba zapewnić dostęp - w trybie polityki socjalnej - do podstawowych usług społecznych, edukacji, ochrony zdrowia.
Istotnym kierunkiem działania jest umacnianie lokalnych ośrodków akademickich. Z niepokojem patrzę na sygnały płynące z pionu szkolnictwa wyższego, że stawiamy na wielkie ośrodki, które w założeniu mają konkurować ze światem. Musimy pamiętać, że część naszej młodzieży nie jest w stanie, nie może pojechać na studia do Warszawy, ale mogłaby studiować tutaj. Dlatego lokalne ośrodki akademickie trzeba wzmacniać, a nie dołować je.
Kolejna kwestia to wciąganie człowieka zagrożonego marginalizacją w jakiś ruch, jakieś działanie. Tu niezwykle potrzebne są organizacje pozarządowe i wcale nie muszą być wielkie. To mogą być koła miłośników czegokolwiek, jakieś kluby. Administracja samorządowa wciąż jednak myśli o nich jako o ozdobniku, dodatku, nie traktuje ich poważnie. Tymczasem małe kluby, towarzystwa dają ich członkom poczucie bycia w grupie, we wspólnocie. To bardzo istotny sposób przeciwdziałania poczuciu wykluczenia. I trzeba to wspierać, bo na tym polu mamy jeszcze bardzo wiele do zrobienia.
Nasuwa się też pytanie, dlaczego kapitał zarobiony za granicą jest w tak niewielkim stopniu w regionie przeznaczany na uruchomienie firmy, a w lwiej części na konsumpcję. Może ten obszar można jakoś wspomóc? Owszem, inwestorzy zewnętrzni - tak, ale to nie jest moim zdaniem panaceum na wszystko. Uruchommy wszystkie siły, które w nas tkwią.
No i warunki do wzrostu mobilności, możliwości swobodnego przemieszczania się. Bo jeśli jej nie ma, to to też sprzyja wykluczeniu. Bo jeśli nie mogę, nie mam czym, nie mam za co pojechać i zobaczyć, jak jest gdzie indziej, to marnuję swoją szansę. Potrzebny jest więc między innymi dostępny i tani transport publiczny.
- 8 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
Emeryci '2030 nie dadzą się wykluczyć
mamatylda2
19.03.10, 09:49
Przeraża mnie zdanie:"musimy im coś zaproponować"Kto MUSI cos proponować emerytom i nieemerytom również, jesli oni sami czegos sobie nie zorganizują. A i dziś nie ma żadnych przeszkód, zeby »





