Dr Potwora: ja bym aż tak nie straszył

Rozmawiała Beata Łabutin
2010-03-15 , aktualizacja: 15.03.2010 18:43
A A A Drukuj
Ten czarny scenariusz z pewnością sprawdziłby się, gdyby nie to, że świat idzie do przodu i szybko się zmienia, czasem w sposób nieprzewidywalny. Nie wiemy na pewno, jakie zawody będą na topie za dziesięć lat, jaką będziemy mieć służbę zdrowia, jaki będzie rynek mieszkaniowy. Dlatego ja bym aż tak nie straszył, choć nawet tak ostre prognozy są potrzebne - zwracają uwagę na problem, który niewątpliwie istnieje - mówi dr Witold Potwora
Witold Potwora
Fot. Rafał Mielnik / AG 20090327
Witold Potwora
SONDAŻ
Które Twoim zdaniem prognozy dla Opolszczyzny są realniejsze?

te optymistyczne prezentowane przez dr. Witolda Potworę
te pesymistyczne zaprezentowane przez prof. Roberta Rauzińskiego
nie mam zdania

Beata Łabutin: Przerażająca dość ta ekspertyza...

Dr Witold Potwora, prorektor Wyższej Szkoły Zarządzania i Administracji: Przykra, rzeczywiście, ale w jakiś sposób idąca w parze z oczekiwaniami społecznymi. Bo przecież dookoła słychać tylko narzekania, jak to jest źle i będzie jeszcze gorzej, że nic się nie dzieje, samorządy nie inwestują, obetną nam emerytury, nie będzie komu się nami opiekować, trzeba protestować. Ja bym jednak tak bardzo nie straszył...

Dlaczego?

- Bo świat idzie do przodu i zmienia się. W bardzo wielu podręcznikach zarządzania jest taki przykład prognoz z końca XIX wieku, dotyczących przyszłego zapotrzebowania na liczbę pracowników w danych zawodach. No i wyszło, że tylu a tylu potrzeba będzie kamerdynerów, tyle pokojówek, tylu lokajów. A po co dziś komu kamerdyner? W swoim czasie obawiano się też, że nawóz z końskich dorożek zatka miasta, tymczasem wynaleziono samochód... Świat się nieprawdopodobnie zmienia.

Czyli te prognozowane nieszczęścia niekoniecznie muszą się wydarzyć.

- Właśnie. Poza tym nie zgodziłbym się, że kapitał ucieknie od nas do Wrocławia, że nie pozyskujemy go. Ja bym powiedział, że obcego kapitału może nie ściągamy, ale mamy swój rodzimy - coraz więcej przedsiębiorstw, coraz nowocześniejszych, często rodzinnych firm. Niekoniecznie trzeba czekać jak na Demiurga na Koreańczyków, Chińczyków czy Południowoafrykańczyków, by u nas zainwestowali. Inwestujmy sami.

Nie docenia się tego, co mamy na Opolszczyźnie. A mamy tu dużo naprawdę dobrze rozwijających się firm. To jest właśnie nasz kapitał. Kto wie, czy za pięć lat nie będą ludzie do nas przyjeżdżać do pracy? A może - jeśli się tak wyludnimy i stać będzie dużo pustych mieszkań - to zjadą, by tu zamieszkać, a pracować będą gdzie indziej. Tego nie możemy przewidzieć na pewno. Przestrzeń społeczna nie znosi próżni.

Poza tym nie wiemy, jakie zawody, jakie biznesy będą na topie za dziesięć lat.

Ale nawet gdyby przyjąć, że wielkiego biznesu w Opolu nie mamy, to pamiętajmy, że młode pokolenie jest coraz bardziej mobilne. Czasy są takie, że można mieszkać w Szczecinie i pracować w Opolu albo odwrotnie. Regionu nie można traktować jako miejsca oderwanego do pewnego systemu.

To jest błąd - patrzenie na przyszłość oczami teraźniejszość. Ten czarny scenariusz pewnie by się sprawdził, gdy świat stał w miejscu. Ale nie stoi.

Co my możemy zrobić?

- Jeżeli w ciągu ostatnich dwudziestu, trzydziestu lat ludzkie życie wydłużyło się średnio o dziesięć lat, to pewne ruchy trzeba będzie podjąć, choćby wydłużyć wiek przejścia na emeryturę. Dlatego młode pokolenie już teraz powinno pomyśleć o tym, jak rozsądnie zagospodarować zarabiane obecnie pieniądze. Inwestować je w mieszkanie, w dom, by mieć zabezpieczenie na przyszłość. Bo przejście na emeryturę rzeczywiście oznacza drastyczny spadek dochodów.

A lokalne władze?

- Samorząd lokalny nie ma zbyt wielu instrumentów, by wspierać biznes. Może obniżyć lokalne podatki, przygotować tereny pod inwestycje. Ale nic więcej. Nawet wchodzenie przy inwestycjach w partnerstwo prywatno-publiczne jest po okresie przeróżnych afer traktowane z dużym dystansem.

Myśli Pan, że nawoływanie do powrotu z emigracji jest błędem?

- Ja bym tego tak nie widział. W ostatnich latach budowałem dom, pracowali u mnie ludzie, którzy wrócili z emigracji, założyli firmy i świetnie sobie radzą. Poza tym ci emigranci zostawili tu mieszkania, domy, rodzinę. Dlaczego mają nie chcieć do tego wrócić?

"Powróćcie, a my wam stworzymy warunki do pracy". Nie, ten system - mam nadzieję - bezpowrotnie już minął.

I nie bałbym się o kapitał ludzki - młode pokolenie jest bardzo mobilne, przedsiębiorcze. Właśnie przedsiębiorczość jest alternatywą we współczesnym świecie.

Nie, ja bym aż tak bardzo nie straszył. Ale takie prognozy jak ta prof. Rauzińskiego są bardzo dobre i potrzebne, bo zwracają uwagę na problem, który niewątpliwie istnieje.

Podziel się

  • 15 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Jesteśmy na Facebooku