Poseł PSL nie rozumie krytykowania fuszerki

Anita Dmitruczuk i Joanna Pszon
2010-03-14 , aktualizacja: 14.03.2010 19:59
A A A Drukuj
- Mam wrażenie, że uczestniczę w jakiejś paranoi - tymi słowy poseł Stanisław Rakoczy z PSL-u zareagował na krytykę strony internetowej z atrakcjami turystycznymi Opolszczyzny. Za unijne pieniądze stworzyła ją organizacja, której jest prezesem. To, że jest to wrażenie zupełnie słuszne, udowodnił dobitnie na antenie Radia Opole - piszą Anita Dmitruczuk i Joanna Pszon
Czy Teresa Karol z PSL rozliczy...
Fot. Michał Grocholski / Agencja Gazeta
Czy Teresa Karol z PSL rozliczy...
Przypomnijmy; strona visitopolskie.pl to zupełny gniot - napisała o tym "Gazeta" w piątek i sobotę. Nie ma na niej najważniejszych atrakcji turystycznych regionu, są za to gospodarstwa agroturystyczne, należące do członków OROT-u. Na "turystycznej wizytówce" regionu brakuje też atrakcji przyrodniczych i szlaków turystycznych. Roi się też na niej od błędów - od historycznych po geograficzne. I nie ma tłumaczeń aktualności na inne języki, choć strona miała być również przeznaczona dla obcokrajowców.

Ale zdaniem posła ludowca, wyrażonym wczoraj w programie "Loża Radiowa" w Radiu Opole, powinniśmy się cieszyć z samego faktu, że strona jest. A oto dlaczego mamy być radzi z fuszerki wyprodukowanej pod skrzydłami Rakoczego:

>> Bo "to pierwsza taka strona w naszym województwie i nikt wcześniej tematu nawet nie dotknął".

Spróbował za to dotknąć Rakoczy i jego organizacja i tylko dlatego mamy mu wszyscy stopy całować. To nic, że próbował za duże publiczne pieniądze (strona jest częścią projektu finansowanego z dotacji unijnej), to nic, że wyszedł z tego bubel, to nic, że strona zamiast informować o tym, co warto u nas zwiedzić przynosi nam wstyd.

I, jak nietrudno się domyślić, to nic, że Rakoczy zamiast przeprosić za tę stronę wszystkich, którzy na Opolszczyźnie potrafią wymienić chociaż trzy warte odwiedzenia miejsca, obraża się, że jego stronę ktoś śmie skrytykować.

>> Bo "OROT jest stowarzyszeniem, które ma zaledwie trzy etaty, w tym dwa merytoryczne, i że troje ludzi zajmuje się wielkim projektem wartym pół miliona złotych, a strona stanowi niecałą jedną dziesiątą tej kwoty".

Rozumiemy zatem, że z uwagi na ten fakt OROT należy traktować litościwie, przymykać oczy na jego niedoróbki i bynajmniej nie rozliczać z wykonania zadania za publiczną kasę.

Rakoczy i jego "troje ludzi zajmujących się wielkim projektem" doskonale wiedzieli, ile mają czasu, ile sił i ile pieniędzy na to. Tymczasem to, że OROT jest stowarzyszeniem, wydaje się być zdaniem posła ludowca wytłumaczeniem wszystkiego - nawet żenującej fuszerki.

Przy okazji warto zaznaczyć, że m.in. samorządy są członkami OROT-u, a więc składki na tę organizację idą z publicznych pieniędzy. I że jednym z tych członków jest urząd marszałkowski, który decyduje o unijnych dofinansowaniach, z których OROT żyje.

Zdziwienie Rakoczego może tłumaczyć fakt, że istotnie nie mógł się spodziewać krytyki, skoro osobą, która ewentualnie mogłaby go rozliczyć z efektów pracy OROT-u, jest odpowiedzialna w urzędzie marszałkowskim za turystykę wicemarszałek Teresa Karol. Rakoczy jest przecież jej partyjnym szefem i to jemu Karol zawdzięcza swoje stanowisko.

>> Bo "strona jest testowa i trzeba było ją odpalić, żeby zebrać o niej opinie".

(Jak widać w OROT już zdążyli przegadać tę sprawę i teraz oficjalną wersją odpalenia strony nie jest to, że goniły terminy i groziło przepadnięcie unijnej dotacji, jak to jeszcze w piątek tłumaczył Lucjusz Bilik, członek Zarządu OROT-u i jednocześnie wicenaczelnik wydziału turystyki w urzędzie marszałkowskim).

Tyle że o tym, iż strona jest testowa, nie wie nikt oprócz posła Rakoczego (a już na pewno nie internauci ją oglądający od paru tygodni). A jakie będą opinie o mapie, która nie informuje o niczym, nietrudno się domyślić.

Rakoczy argument ma na to koronny; w umowie z firmą, która robiła stronę zastrzeżono, że braki będzie za darmo uzupełniała jeszcze przez trzy miesiące. "Braki" to bardzo eufemistycznie określenie na merytoryczną zawartość strony, którą nikt z OROT-u jak dotąd się nie zainteresował. Bo nawet "dwa merytoryczne etaty" wystarczyłyby, aby na interaktywnej mapie "wizytówce turystycznej" regionu znalazły się atrakcje, które każdy, kto mieszka na Opolszczyźnie albo kiedykolwiek tu był, wymieniłby jednym tchem i bez zastanowienia.

***

Posłowi z PSL-u trzeba jednak przyznać fundamentalną rację; wrażenie, że uczestniczy w jakiejś paranoi jest w pełni uzasadnione. Widać nikt nie jest w stanie mu powiedzieć - cytując klasyka - że białe jest białe, a czarne jest czarne. Dobrze by jednak było, żeby w tę paranoję nie wciągał słuchaczy Radia Opole w programie sfinansowanym z publicznych pieniędzy.

Podziel się

  • 25 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Jesteśmy na Facebooku