Emigranci wracajcie, ale nieco później
2010-03-02
, aktualizacja: 02.03.2010 20:35
Władze Opolszczyzny owszem, zachęcają, byśmy wracali z zagranicy, ale mówią, że przez nasze powroty jest duże bezrobocie w kraju - tak Opolanie pracujący w Holandii skwitowali spotkania z opolskim wicemarszałkiem
ZOBACZ TAKŻE
- Wielka Brytania już nie tak atrakcyjna dla Polaków (27-05-10, 16:37)
- Emigranci z Wielkiej Brytanii wysyłają mniej pieniędzy (02-04-10, 12:02)
- Polskie firmy chcą zatrudnić w tym roku 200 tys. emigrantów ze Wschodu (30-03-10, 10:07)
- W 2009 r. w Unii Europejskiej pracę straciło ponad 4 mln osób (15-03-10, 22:47)
- Alarm demografów: Opolszczyźnie grożą protesty (14-03-10, 23:00)
- Misja Holandia - wicemarszałka (23-02-10, 19:10)
- Bezrobocie rośnie lawinowo (05-02-10, 19:31)
Wicemarszałek Józef Kotyś, zapewniał przed wyjazdem, że będzie przekonywał pracujących za granicą Opolan, aby wracali na Opolszczyznę i tu zakładali własne firmy. Wszystko w ramach programu urzędu marszałkowskiego "Opolskie. Tutaj zostaję".
O ile można jeszcze próbować zatrzymywać ludzi w regionie, to jednak pomysł, aby ich sprowadzać z powrotem, by rozwijali skrzydła w kraju, raczej z góry był skazany na porażkę. Tym bardziej byliśmy ciekawi, jak za powracaniem agitować będzie nasz wicemarszałek.
Bezrobocie rośnie, bo wracają z zagranicy
Lejda, 25 lutego. Do sali tamtejszego urzędu pracy na spotkanie z wicemarszałkiem przyszło około 40 osób. - Nie ma takiego drugiego województwa w Unii Europejskiej, gdzie procentowo aż tyle ludzi pracowałoby za granicą. Szacunkowo jest to co dziesiąty mieszkaniec - mówił na wstępie i dorzucił, że trochę w naszym województwie się zmienia, więc może za parę lat nie będzie trzeba za granicę już jeździć.
- Wymyśliliśmy program "Opolskie. Tutaj zostaję". To nie jest żadna czarodziejska różdżka, to nie jest cud-recepta, że państwo przyjeżdżacie, że będziecie żyli bogato, szczęśliwie i wszystko będzie OK. To jest po prostu informacja. Uznaliśmy, że naszym mieszkańcom, którzy pracują daleko, należy się informacja o tym, co się dzieje w regionie, bo być może niektórzy nawet nie wiedzą, że niedaleko ich miejscowości lub gdzieś nieopodal za rok powstanie zakład pracy, że może będzie warto zapewnić sobie w nim miejsce. Po to przygotowaliśmy kilka - być może dla państwa - ciekawych wieści - zaznaczył Kotyś.
Zanim jednak te przygotowane wieści otrzymali, wicemarszałek sprzedał kilka informacji o tym, co się dzieje w województwie. Chwalił, że wciąż przybywa miejsc pracy na Opolszczyźnie, nawet w ubiegłym roku, kiedy był kryzys. Przyznał jednocześnie, że wzrosło bezrobocie. - Teraz jest na poziomie 13,5 proc. Czyli prawie 5 proc. większe niż półtora roku temu, ale to bezrobocie, te liczby powstają przez powroty ludzi, którzy stracili pracę za granicą - powiedział, wprawiając opolskich emigrantów w lekkie osłupienie.
- Mamy nadzieję, że kiedy ta ciężka zima się skończy, że przybędzie placów budów w województwie opolskim, że te statystyki się zmienią. Że będzie szansa dla ludzi, żeby popracować na przyzwoitych warunkach - dodawał Kotyś, uzupełniając później, że generalnie Opolszczyzna stoi budownictwem. I że zaczynają się pojawiać potencjalni inwestorzy, i że już w przyszłym roku na pewno będzie lepiej.
Do czego tu wracać?
- Każdy z nas chciałby wrócić, tylko do czego? W Polsce musiałam sprzedać samochód, żeby żyć. Tutaj mamy z mężem już drugi, kupiliśmy dom, planujemy życie, bo mamy dobrą pracę - mówi nam jedna z Opolanek z Holandii. - Nawet jakbym zaoszczędziła jakąś kwotę i chciała zainwestować w Polsce, to boję się, że nikt z moich usług nie będzie korzystał, bo ludzie w Polsce są za biedni - uważa.
Inny uczestnik spotkania w Lejdzie mówi, że trochę się uśmiał. - Z jednej strony mówi nam się, że dobrze, abyśmy wracali, z drugiej dostajemy ulotki, jak tu korzystać z zasiłków i pomocy w Holandii. I jeszcze te wiadomości o bezrobociu na Opolszczyźnie, które rośnie, bo Opolanie wracają z zagranicy. To mamy wracać czy nie!? To ma być ta zachęta do powrotu? - pyta. - Widzę, że chcą naszego powrotu, owszem, ale jeszcze nie teraz.
- Nawet o tym nie myślę - mówi jeszcze inna Opolanka z Holandii. Szef zaproponował jej opłacenie kursu językowego, pracę biurową i awans.
Uświadomimy, przypilnujemy
Kotyś ma po spotkaniach w Lejdzie i Hadze kilka przemyśleń na temat naszych emigrantów. - Nie znają języków. Przyszedł do mnie pracownik z pismem, którego nie potrafił przeczytać. Okazało się, że to pismo z urzędu pracy, którego nie zrozumiał i przez to stracił prawo do świadczeń - opowiada wicemarszałek.
Ale co gorsza, jego zdaniem świadomość praw pracowniczych pracujących w Holandii Opolan jest na tragicznym poziomie. - Niestety, niewiedzę polskich pracowników wykorzystują zarówno pracodawcy, jak i agencje rekrutujące do pracy w Holandii. Tamtejsze urzędy pracy także często nie wskazują najlepszych dla Polaków rozwiązań.
Będziemy więc przeprowadzać akcje informacyjne dla osób wyjeżdżających do pracy za granicę. By wiedziały, jakie mają obowiązki, ale i prawa, zaś nasz urząd pracy ma się przyjrzeć działalności agencji pośrednictwa pracy - oświadczył.
Po spotkaniach w Holandii zainteresowanie powrotem wyraziły dwie osoby.
O ile można jeszcze próbować zatrzymywać ludzi w regionie, to jednak pomysł, aby ich sprowadzać z powrotem, by rozwijali skrzydła w kraju, raczej z góry był skazany na porażkę. Tym bardziej byliśmy ciekawi, jak za powracaniem agitować będzie nasz wicemarszałek.
Bezrobocie rośnie, bo wracają z zagranicy
Lejda, 25 lutego. Do sali tamtejszego urzędu pracy na spotkanie z wicemarszałkiem przyszło około 40 osób. - Nie ma takiego drugiego województwa w Unii Europejskiej, gdzie procentowo aż tyle ludzi pracowałoby za granicą. Szacunkowo jest to co dziesiąty mieszkaniec - mówił na wstępie i dorzucił, że trochę w naszym województwie się zmienia, więc może za parę lat nie będzie trzeba za granicę już jeździć.
- Wymyśliliśmy program "Opolskie. Tutaj zostaję". To nie jest żadna czarodziejska różdżka, to nie jest cud-recepta, że państwo przyjeżdżacie, że będziecie żyli bogato, szczęśliwie i wszystko będzie OK. To jest po prostu informacja. Uznaliśmy, że naszym mieszkańcom, którzy pracują daleko, należy się informacja o tym, co się dzieje w regionie, bo być może niektórzy nawet nie wiedzą, że niedaleko ich miejscowości lub gdzieś nieopodal za rok powstanie zakład pracy, że może będzie warto zapewnić sobie w nim miejsce. Po to przygotowaliśmy kilka - być może dla państwa - ciekawych wieści - zaznaczył Kotyś.
Zanim jednak te przygotowane wieści otrzymali, wicemarszałek sprzedał kilka informacji o tym, co się dzieje w województwie. Chwalił, że wciąż przybywa miejsc pracy na Opolszczyźnie, nawet w ubiegłym roku, kiedy był kryzys. Przyznał jednocześnie, że wzrosło bezrobocie. - Teraz jest na poziomie 13,5 proc. Czyli prawie 5 proc. większe niż półtora roku temu, ale to bezrobocie, te liczby powstają przez powroty ludzi, którzy stracili pracę za granicą - powiedział, wprawiając opolskich emigrantów w lekkie osłupienie.
- Mamy nadzieję, że kiedy ta ciężka zima się skończy, że przybędzie placów budów w województwie opolskim, że te statystyki się zmienią. Że będzie szansa dla ludzi, żeby popracować na przyzwoitych warunkach - dodawał Kotyś, uzupełniając później, że generalnie Opolszczyzna stoi budownictwem. I że zaczynają się pojawiać potencjalni inwestorzy, i że już w przyszłym roku na pewno będzie lepiej.
Do czego tu wracać?
- Każdy z nas chciałby wrócić, tylko do czego? W Polsce musiałam sprzedać samochód, żeby żyć. Tutaj mamy z mężem już drugi, kupiliśmy dom, planujemy życie, bo mamy dobrą pracę - mówi nam jedna z Opolanek z Holandii. - Nawet jakbym zaoszczędziła jakąś kwotę i chciała zainwestować w Polsce, to boję się, że nikt z moich usług nie będzie korzystał, bo ludzie w Polsce są za biedni - uważa.
Inny uczestnik spotkania w Lejdzie mówi, że trochę się uśmiał. - Z jednej strony mówi nam się, że dobrze, abyśmy wracali, z drugiej dostajemy ulotki, jak tu korzystać z zasiłków i pomocy w Holandii. I jeszcze te wiadomości o bezrobociu na Opolszczyźnie, które rośnie, bo Opolanie wracają z zagranicy. To mamy wracać czy nie!? To ma być ta zachęta do powrotu? - pyta. - Widzę, że chcą naszego powrotu, owszem, ale jeszcze nie teraz.
- Nawet o tym nie myślę - mówi jeszcze inna Opolanka z Holandii. Szef zaproponował jej opłacenie kursu językowego, pracę biurową i awans.
Uświadomimy, przypilnujemy
Kotyś ma po spotkaniach w Lejdzie i Hadze kilka przemyśleń na temat naszych emigrantów. - Nie znają języków. Przyszedł do mnie pracownik z pismem, którego nie potrafił przeczytać. Okazało się, że to pismo z urzędu pracy, którego nie zrozumiał i przez to stracił prawo do świadczeń - opowiada wicemarszałek.
Ale co gorsza, jego zdaniem świadomość praw pracowniczych pracujących w Holandii Opolan jest na tragicznym poziomie. - Niestety, niewiedzę polskich pracowników wykorzystują zarówno pracodawcy, jak i agencje rekrutujące do pracy w Holandii. Tamtejsze urzędy pracy także często nie wskazują najlepszych dla Polaków rozwiązań.
Będziemy więc przeprowadzać akcje informacyjne dla osób wyjeżdżających do pracy za granicę. By wiedziały, jakie mają obowiązki, ale i prawa, zaś nasz urząd pracy ma się przyjrzeć działalności agencji pośrednictwa pracy - oświadczył.
Po spotkaniach w Holandii zainteresowanie powrotem wyraziły dwie osoby.
- 18 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
6 głosów
-
Re: Emigranci wracajcie, ale nieco później
mx4
03.03.10, 08:26
No najzwyczajniej w świecie europejski sukces naszego drogiego wicemarszałka !»
-
Re: Emigranci wracajcie, ale nieco później
wilhelm4
04.03.10, 12:51
A do Niemiec nie jedzie ? :)»





