Dziecko płakało, gdy je zakopywała

Joanna Pszon
2010-02-26 , aktualizacja: 26.02.2010 23:03
A A A Drukuj
Czy można było zapobiec tragedii w Chróścicach, gdzie 28-letnia Agnieszka zakopała żywcem w ogrodzie swoje ledwo urodzone dziecko, a wcześniej prawdopodobnie zabiła inne?
W tej dziurze, zalanej obecnie wodą, znaleziono zwłoki dziecka
Fot. Rafał Mielnik / Agencja Gaz
W tej dziurze, zalanej obecnie wodą, znaleziono zwłoki dziecka
Na łóżku są jeszcze ślady krwi
Fot. Rafał Mielnik / Agencja Gaz
Na łóżku są jeszcze ślady krwi
W tym budynku mieszkała kobieta
Fot. Rafał Mielnik / Agencja Gaz
W tym budynku mieszkała kobieta
Kogo nie spytam, to oczywiście coś tam o niej słyszał, ale na tym koniec. - Była dziwna, może chora nawet. Nie zwracało się też na nią uwagi, niewiele mówiła, była cicha, każdy z widzenia ją znał, ale to wszystko - mówią we wsi.

- Po pierwsze, nie była stąd, ale z pobliskiego Popielowa, po drugie, zadawała się z pijaczkami. To ich o nią trzeba pytać - pada. - Młodzi faceci nie chcieli mieć z nią zbyt wiele wspólnego, raczej ci starsi - wyjaśniają inni.

Agnieszka z mężem wynajmowała kąt u pana Alfreda. Gdy mąż poszedł do więzienia za długi, wiązała się z różnymi mężczyznami. Widywano ją w wielu miejscach, w różnych miejscowościach. Ostatnio mieszkała w opuszczonej chacie przy ul. Nad Rzeką. Bez szyb w oknach, bez prądu, wody, bez niczego. W środku gołe, sypiące się ściany i walające się wszędzie śmieci. Tam, na czymś, co kiedyś było wersalką, miało przyjść na świat dziecko, które potem zakopała w śniegu w ogródku. Nieopodal pobliskiej kapliczki. Pijana Agnieszka przyznała się do tego koleżance na dyskotece.

Iwona: - To nie matka, to nikt

Iwona, synowa pana Alfreda, zna Agnieszkę niedługo, ale na tyle dobrze, że dowiedziała się o jej ostatniej ciąży. - Piła, i to dużo. Nakrzyczałam na nią, żeby przestała, żeby poszła do lekarza, założyła kartę ciąży, to mi wmawiała, że poszła, ale karty doktor jej nie założył - mówi.

Pamięta, że 23 stycznia Agnieszka była u nich w domu, widziała u niej jeszcze brzuch. - Ukradła mi telefon i zniknęła. Kilka dni później patrzę pod sklepem, a na niej wiszą ciuchy. Pytam: "Gdzie dziecko?". Ona na to: "W piździe! Nie twoja sprawa!". Pomyślałam, że pewnie zostawiła w szpitalu. Dopiero potem dowiedziałam się, że komuś wygadała się w kręgielni, że zakopała noworodka. Byli tam chyba policjanci po cywilnemu i z niej więcej wyciągnęli. Tak to wyszło na jaw, a i nie tylko to - mówi.

Bo wszystko wskazuje na to, że w ogrodzie koło prowizorycznej szklarni Agnieszka zakopała dwójkę lub trójkę dzieci. - Jedno w styczniu, drugie kilka lat temu. Ale chyba jeszcze jedno tam za domem - Iwona dłuższą chwilę nie może się doliczyć noworodków, których prawdopodobne szczątki odkryła policja. - A to ostatnie piachem i śniegiem przysypała, kiedy jeszcze żyło i oddychało. Słyszałam, jak tu była na wizji lokalnej i opowiadała to policji. Ja płakałam, gdy mówiła, że płakało, a ona nic, żadnej skruchy! To jest matka? Czy to do wyobrażenia, że sadziła ziemniaki w tym miejscu, gdzie kiedyś zakopała dzieci? Dla mnie jest nikim. To nie jest nawet osoba. Ludzie czekają na dzieci, można je oddać, zostawić w szpitalu... Jak ona mogła to zrobić?!

Chcę stąd jak najszybciej wyjechać, zapomnieć o tym - wyrzuca z siebie Iwona.

Fela: - Zabrakło jej prawdziwej miłości

Felicja też ma łzy w oczach, bo żal jej dzieci Agnieszki. Tych dwóch dziewczynek, które trafiły do domu dziecka. Jedna miała roczek, kiedy ją pomoc społeczna zabrała, druga cztery miesiące. Wiadomo też, że synka Agnieszka porzuciła po porodzie w szpitalu. Ale najbardziej żal jej tych zabitych.

Nie potrafi jednak potępić tej małej, szczupłej kobiety. - Kiedy miała tę starszą córeczkę (w tym samym wieku co moja), przychodziła z nią do sklepu, widziałam, że jest zadbana, że ona ją naprawdę kocha. Owszem, pili z mężem, ale dzieckiem się opiekowali. Co rusz, coś od ludzi dostała i była bardzo wdzięczna za to. W ogóle tak normalnie, na trzeźwo była przyjemną osobą. A jaka była nieszczęśliwa, jak jej córeczkę zabierali!

Zdaniem Feli wszystko się skończyło, jak mąż poszedł do więzienia. - Jakby miała przy sobie kochającego męża, byłaby dobrym człowiekiem - uważa i kilka razy powtarza, że nie może już słuchać tych wszystkich plotek na temat Agnieszki. - Powinna dostać jeszcze szansę. Kto nam dał prawo ją osądzać? Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem - cytuje Biblię i dodaje: - Nie linczujmy jej słowami.

Fela grzmi jedynie na mężczyzn, z którymi Agnieszka się zadawała. We wsi mówią, że byli to głównie starsi od niej. - Sama sobie dzieci nie robiła. Gdzie oni są? Gdzie ich odpowiedzialność? - pyta Felicja.

Zastanawia się, czy dało się tej tragedii jakoś uniknąć. - Zabrakło dla niej prawdziwej miłości. Może w młodości nie powiedziano jej, co dobre, a co złe. A czy my tu we wsi coś mogliśmy uczynić? Myślę, że nie bardzo.

Wieś: - Jest nam wstyd

O ciąży Agnieszki generalnie nie wiedziano. - Pijaki coś tam mówiły, ale ich nikt serio nie traktował - słychać w kręgielni, gdzie często bywała Agnieszka. - Chuda była i a szerokie ubrania nosiła, trudno było poznać - mówi nam mieszkanka Chróścic.

Do kościoła też nie chodziła. Na parafii słyszę, że ksiądz jej nie znał, kolędy nie przyjmowała, bo też i nie mieszkała nigdzie na stałe. O wszystkim proboszcz dowiedział się teraz od parafian i z mediów.

- Jest nam wstyd, że do tego doszło - mówią niektórzy mieszkańcy. - Trzeba było się zainteresować, co to za osoba - twierdzą.

- Nic nie mogliśmy zrobić, sama sobie takie wybrała życie - mówią inni.

W gminnej pomocy społecznej zapewniają, że o ostatniej ciąży Agnieszki nikt tam nie słyszał, bo i skąd. Przypominają, że jak był telefon, że mieszka w tragicznych warunkach, zabrano ją do domu dla bezdomnych.

- Kiedy były w domu dzieci, była objęta naszą stałą kontrolą. Bywaliśmy my, kurator i policjant. Od stycznia ub.r. już była bez dzieci, nie było też żadnych sygnałów, zgłoszeń. Poza tym raz jest na naszym terenie, innym razem nie, nie ma stałego meldunku. Trudno ją śledzić. Tym bardziej że nikt z nas nie podejrzewał, że mogłaby coś takiego zrobić. Gdy miała córeczkę, był - owszem - w domu alkohol, ale czuło się, że opiekuje się dzieckiem - mówi Katarzyna Pardela, pracowniczka socjalna z Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Dobrzeniu Wielkim.

- A gdzie jej rodzice? - zachodzą w głowę mieszkańcy Chróścic.

Pochowa wnuki

W Popielowie mieszka ojciec Agnieszki. Ma pracę, normalny dom. Ona 10 lat temu od niego odeszła. Wie już o tragedii. Pytano go, czy weźmie udział w pochówku znalezionego niemowlęcia, a może i kilku niemowląt. Odpowiedział, że tak.

Prokuratura bada szczątki

Oficjalnie nie wiadomo jeszcze, czy i ile dzieci kobieta mogła wcześniej zabić. - W tym tygodniu prowadziliśmy wykopaliska. Znaleźliśmy szczątki, ale nie wiadomo, czy są to ludzkie kości. Należy bowiem pamiętać, że znaleźliśmy je na terenie gospodarstwa rolnego, więc równie dobrze mogą należeć do jakiejś zwierzyny. Dlatego najpierw będziemy musieli osuszyć znalezione szczątki, a potem powołać biegłego antropologa, który wyjaśni tę sprawę - powiedział nam szef Prokuratury Rejonowej w Opolu Artur Jończyk. Dodał, że do dzieciobójstwa doszło najprawdopodobniej w połowie stycznia. - A sprawa ujrzała światło dzienne na początku lutego. Ktoś powiadomił policję o tym, że kobieta była w ciąży, a potem nie było śladu ani po ciąży, ani dziecka - mówi nam prokurator.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    138 głosów

Jesteśmy na Facebooku