Ratusz obciął urzędnikom limity na paliwo
2010-02-09
, aktualizacja: 09.02.2010 19:52
Ponad 9 tys. kilometrów prywatnymi samochodami mogą w tym roku przejechać urzędnicy opolskiego ratusza. Choć limity na dofinansowanie służbowych przejazdów ratusz obciął, zdaniem opozycji to i tak za dużo
Co roku ratusz przyznaje swoim pracownikom limity na służbowe przejazdy; oznacza to, że urzędnicy mogą pewną liczbę kilometrów przejechać prywatnymi samochodami i otrzymają za to zwrot kosztów.
W tym roku limity rozdzielono między 53 pracowników. O wykaz, kto i ile dostanie, poprosił Patryk Jaki, radny PiS-u. - Naszym zadaniem jest między innymi kontrola tego, w jaki sposób wydawane są publiczne pieniądze. Chciałem więc sprawdzić, jak wyglądają te limity - tłumaczy.
Okazało się, że wysokość przyznanych limitów jest bardzo różna. Wiceprezydenci w ciągu roku otrzymają zwrot kosztów za 200 kilometrów. Największy limit wśród naczelników ma Aleksander Cyganiuk, szef wydziału inwestycji miejskich. Może przejechać w tym roku 350 km. Małgorzata Rabiega (naczelniczka wydziału ochrony środowiska) i Gerard Żakowski (naczelnik wydziału komunikacji) mają limity po 300 km. Trzy osoby otrzymały też zgodę na przejechanie 500 kilometrów. To urzędnicy niższego szczebla. Najniższy limit wśród naczelników ma Anna Koska, szefowa wydziału spraw społecznych - tylko 50 km.
- Wysokości limitów dopasowane są do charakteru zadań, specyfiki pracy i aktywności w terenie - tłumaczy Mirosław Pietrucha, rzecznik prezydenta Opola. - W porównaniu z ubiegłym rokiem i tak zostały zmniejszone średnio o 10 procent. W wydatkach urzędu miasta nie jest to duża pozycja - dodaje.
Jakie są to koszty dziś nie wiadomo. Jak poinformowano radnego w piśmie, pierwsze rozliczenia służbowych wyjazdów nastąpią w lutym; wtedy będzie można oszacować, ile będzie kosztował jeden przejechany kilometr z limitu.
- Wbrew pozorom tych limitów wcale nie jest mało - uważa jednak radny Jaki. - Urząd miasta ma przecież też służbowe samochody, z których urzędnicy mogą korzystać. Przecież prezydent [nie przysługuje mu limit na prywatny samochód - przyp. red.] dużo czasu spędza w ratuszu. Samochody są więc do dyspozycji. Nie ma więc powodu, by jeszcze z pieniędzy podatników dopłacać do dodatkowych wyjazdów urzędników. A już na pewno nie musi być ich ponad 50 - uważa Jaki.
Jego zdaniem limity są podejrzane. - Wielu naczelników pracuje w ratuszu lub w bliskiej odległości, więc nie muszą też jeździć samochodami, by dotrzeć do ratusza. Mam obawy, że w wielu przypadkach to po prostu dopłacanie do ich przejazdów z domu do pracy - uważa radny. I zapowiada, że w przyszłości będzie chciał, by komisja rewizyjna zbadała, w jaki sposób wykorzystywane są limity. - I czy na pewno wszyscy urzędnicy, którym je przyznano, mają prawo jazdy - dodaje.
Ratusz jednak zapewnia, że do limitów podchodzi oszczędnie. Dlatego właśnie w tym roku je obcięto. - Każdy z pracowników składa wniosek do prezydenta. Limity co roku są odnawiane i to jest właśnie okazja, by ich wielkość zweryfikować - tłumaczy Pietrucha.
W tym roku limity rozdzielono między 53 pracowników. O wykaz, kto i ile dostanie, poprosił Patryk Jaki, radny PiS-u. - Naszym zadaniem jest między innymi kontrola tego, w jaki sposób wydawane są publiczne pieniądze. Chciałem więc sprawdzić, jak wyglądają te limity - tłumaczy.
Okazało się, że wysokość przyznanych limitów jest bardzo różna. Wiceprezydenci w ciągu roku otrzymają zwrot kosztów za 200 kilometrów. Największy limit wśród naczelników ma Aleksander Cyganiuk, szef wydziału inwestycji miejskich. Może przejechać w tym roku 350 km. Małgorzata Rabiega (naczelniczka wydziału ochrony środowiska) i Gerard Żakowski (naczelnik wydziału komunikacji) mają limity po 300 km. Trzy osoby otrzymały też zgodę na przejechanie 500 kilometrów. To urzędnicy niższego szczebla. Najniższy limit wśród naczelników ma Anna Koska, szefowa wydziału spraw społecznych - tylko 50 km.
- Wysokości limitów dopasowane są do charakteru zadań, specyfiki pracy i aktywności w terenie - tłumaczy Mirosław Pietrucha, rzecznik prezydenta Opola. - W porównaniu z ubiegłym rokiem i tak zostały zmniejszone średnio o 10 procent. W wydatkach urzędu miasta nie jest to duża pozycja - dodaje.
Jakie są to koszty dziś nie wiadomo. Jak poinformowano radnego w piśmie, pierwsze rozliczenia służbowych wyjazdów nastąpią w lutym; wtedy będzie można oszacować, ile będzie kosztował jeden przejechany kilometr z limitu.
- Wbrew pozorom tych limitów wcale nie jest mało - uważa jednak radny Jaki. - Urząd miasta ma przecież też służbowe samochody, z których urzędnicy mogą korzystać. Przecież prezydent [nie przysługuje mu limit na prywatny samochód - przyp. red.] dużo czasu spędza w ratuszu. Samochody są więc do dyspozycji. Nie ma więc powodu, by jeszcze z pieniędzy podatników dopłacać do dodatkowych wyjazdów urzędników. A już na pewno nie musi być ich ponad 50 - uważa Jaki.
Jego zdaniem limity są podejrzane. - Wielu naczelników pracuje w ratuszu lub w bliskiej odległości, więc nie muszą też jeździć samochodami, by dotrzeć do ratusza. Mam obawy, że w wielu przypadkach to po prostu dopłacanie do ich przejazdów z domu do pracy - uważa radny. I zapowiada, że w przyszłości będzie chciał, by komisja rewizyjna zbadała, w jaki sposób wykorzystywane są limity. - I czy na pewno wszyscy urzędnicy, którym je przyznano, mają prawo jazdy - dodaje.
Ratusz jednak zapewnia, że do limitów podchodzi oszczędnie. Dlatego właśnie w tym roku je obcięto. - Każdy z pracowników składa wniosek do prezydenta. Limity co roku są odnawiane i to jest właśnie okazja, by ich wielkość zweryfikować - tłumaczy Pietrucha.
- 12 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
Najczęściej czytane24 htydzień





