Lena Dąbkowska-Cichocka: Nie zwalczam Kłosowskiego

Rozmawiała Joanna Pszon
2010-02-09 , aktualizacja: 09.02.2010 19:45
A A A Drukuj
- Marcin, który jest osobą honorową, wie, że jeżeli podejmie decyzję o kandydowaniu, to będzie musiał wybrać: albo praca u mnie w biurze, albo start w wyborach - mówi posłanka PiS-u Lena Dąbkowska-Cichocka.
Lena Dąbkowska-Cichocka
Fot. Rafał Mielnik / AG
Lena Dąbkowska-Cichocka
Podczas poniedziałkowego spotkania działaczy opolskiego PiS-u padły zarzuty pod adresem posłanki Leny Dąbkowskiej-Cichockiej. Uznano, że to skandal, iż dyrektor jej biura Marcin Ociepa myśli o kandydowaniu w wyborach samorządowych i będzie konkurował z PiS-em.

Mówi posłanka

Joanna Pszon: Opolscy działacze PiS-u poskarżyli się prezesowi partii Jarosławowi Kaczyńskiemu na Panią.

Lena Dąbkowska-Cichocka: Słyszę od ludzi, że było ostro, a niektórzy byli wręcz zszokowani formą tych wypowiedzi.

Aż tak?

- Padły zarzuty, że ja i szef mojego biura poselskiego Marcin Ociepa rozbijamy PiS. Wychodzi, że Marcin, mną inspirowany, działając w stowarzyszeniu Horyzonty, wyrządza szkodę partii. To jakaś totalna paranoja.

A już rozbawiło mnie, że jego stowarzyszenie jest "platformerskie" i że ja finansuję tę krypto-Platformę. Do tej pory zarzut był taki, że Marcin jest "jurkowcem" [od Marka Jurka - przyp. red.]. Rozumiem, że teraz się przefarbował...

I dlatego krytykuje prezydenta z PO i myśli o byciu jego kontrkandydatem?

- Widać to się nie musi kupy trzymać. Zdziwiona, spytałam jednak, jakie padały argumenty, dlaczego "platformerskie"? I co usłyszałam? "Bo Dutkiewicz od stowarzyszenia dostał wyróżnienie", a przecież otrzymały je także osoby duchowne, Andżelika Borys. Tak absurdalne padają argumenty, że jestem osłabiona. I nie wiem, skąd to się bierze. Nie zajmuję się zwalczaniem lidera opolskiego PiS-u, czyli pana Kłosowskiego, z nikim o strukturach nie rozmawiam.

Bo nie jest Pani członkiem PiS-u.

- Więcej: na samym początku, kiedy próbowałam rozeznać sytuację w Opolu, to pan prezes Kaczyński wyraźnie powiedział mi, żebym się nie zajmowała sprawami lokalnymi partii, więc się nie zajmuję. Może to błąd, bo strasznie mi przykro, że nikt z decyzyjnych osób w PiS-ie nie pomyślał, by dogadać się z Horyzontami. Już nawet nie mówię o wyborach, ale w ogóle, by coś zrobić razem.

Może to Ociepa powinien coś PiS-owi zaproponować?

- Kiedy Marcin coś robi, spotykają go nieustające szykany. Bez przerwy jakieś donosy piszą na niego, na mnie. Nawet nie wiem, kto to robi. Nie wiem, czy teraz jest jakaś możliwość porozumienia się.

Przy czym Marcin, który jest osobą honorową, wie, że jeżeli podejmie decyzję o kandydowaniu, to będzie musiał wybrać: albo praca u mnie w biurze, albo start w wyborach. Miał jeszcze nadzieję, że uda mu się jakoś dogadać z PiS-em, jakoś to posklejać, pogodzić, ale niestety. Na pewno podejmie właściwą decyzję.

Pytanie, gdzie ma sięgać partia? Bo gdyby wzięła Pani dyrektora biura z PiS-u, a nie bezpartyjnego, z politycznymi ambicjami, wszystko byłoby pewnie OK.

- Jestem ze szkoły Lecha Kaczyńskiego. On jak pracował w ratuszu w Warszawie, to tak naprawdę chyba nie miał ani jednej osoby, która byłaby członkiem partii lub byłaby mu przez partię narzucona. Oczywiście to nie jest zarzut, że ci z partii są źli, ale uważam, że każdy powinien zatrudniać przede wszystkim osoby, które coś reprezentują, coś umieją, są profesjonalne, lojalne, fachowe.

Nie znałam Marcina, zanim przyjechałam do Opola. Został mi zarekomendowany przez Konrada Szymańskiego i bardzo się sprawdził w kampaniach, okazał się sumiennym człowiekiem, więc postanowiłam zaproponować mu pracę. A czy jest w partii, czy nie, to było drugorzędne.

Może ktoś z PiS-u chciałby zająć jego miejsce w biurze?

- Gdybym miała dziesięć etatów, pewnie w ramach swoistego kompromisu zatrudniłabym ludzi z partii. Taki jest już system w Polsce, żeby utrzymać całą machinę partyjną, trzeba tym ludziom zapewniać zdobywanie doświadczeń i po porostu pracę. To nic złego, ale w sytuacji, kiedy tak naprawdę są pieniądze na półtora etatu czy dwa, wciskanie mi na silę kogoś z partii nie wchodzi w grę.

Ale wyrzuca się Pani, że opłaca konkurencję za pisowskie pieniądze.

- To są pieniądze Sejmu RP. A jeśli chodzi o pieniądze partyjne, to ja - jak każdy poseł z klubu - odprowadzam składki ze swoich diet na partię, więc uważam, że taki argument nie jest w porządku. Oczywiście przy najbliższej okazji powiem prezesowi Kaczyńskiemu, że te zarzuty są bzdurne i ujmę to w krótkich trzech zdaniach. Bo trudno dyskutować z takimi argumentami.

Ale donosy idą.

- Donosy odnoszą skutek, kiedy są czytane i brane pod uwagę, a ja mam nadzieję, że tak nie jest. Przykro mi jednak, że nikt nie przyszedł do mnie i nie porozmawiał o tym, że kogoś coś dręczy. Także pan Kłosowski. A potem tylko słyszę, że ktoś coś na mnie napisał, że ktoś coś przekazał. To naprawdę bardzo przykre.

Podziel się

  • 12 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Jesteśmy na Facebooku