Wymogi dla testowego odcinka kolejki jak dla metra
2010-02-08
, aktualizacja: 08.02.2010 18:51
Inż. Olgierd Mikosza chce postawić przy ul. Wygonowej testowy odcinek napowietrznej kolejki. Opolscy urzędnicy postawili mu jednak takie warunki, jakby szykował się do wybudowania stacji metra
ZOBACZ TAKŻE
- Pomagają kolejce gondolowej, utrudniając start (10-02-10, 19:38)
- Komentarz redakcji (08-02-10, 23:00)
- 50 mln zł na kolejkę (31-01-10, 21:00)
- Rząd daje 22 mln na kolejkę gondolową (08-11-09, 23:00)
- Jak miałaby działać kolejka gondolowa? (20-10-09, 20:14)
- Jak tylko zrobimy krok do przodu, zaraz pojawiają się kolejne niespodziewane przeszkody - kwituje Mikosza. Wydawało się, że w Opolu najgorsze ma już za sobą. W styczniu po długiej batalii radni wyrazili zgodę na to, by bez przetargu mógł dzierżawić 2,5 hektara ziemi przy ul. Wygonowej. Miałby tam zbudować odcinek testowy napowietrznej kolejki, którą sam wymyślił i opatentował. Taki odcinek jest potrzebny, by projekt zdobył wszystkie potrzebne atesty.
Stop na miesiące
Zanim jednak zdążył podpisać umowę z ratuszem, to właśnie ze strony urzędu pojawiły się kolejne trudności. W odpowiedzi na wniosek o pozwolenia budowlane, ratuszowy wydział ochrony środowiska zażądał szczegółowego raportu środowiskowego.
- To ekspertyzy, których wykonanie będzie trwało miesiącami. Co oznacza kolejne miesiące opóźnienia naszego projektu - zauważa Mikosza. Sprawa o tyle ważna, że w Ministerstwie Gospodarki trwają właśnie formalności związane z weryfikacją jego wniosku o udzielenie dofinansowania z pieniędzy unijnych. Ma już zarekomendowane przyznanie 22 mln zł na odcinek testowy. - Te opóźnienia mogą także wpłynąć na decyzję ministerstwa - mówi inżynier, choć jego zdaniem nie to jest najgorsze.
Tymczasem wydział ochrony środowiska zażądał przeprowadzenia oceny oddziaływania na środowiskowo, bo tak nakazuje rozporządzenie Rady Ministrów dotyczące budowy linii tramwajowych, kolei napowietrznych i podziemnych, "używanych głównie do przewożenia pasażerów".
- Żądanie wydziału ochrony środowiska wobec mnie to tak, jakby od osoby, która kupiła samochód osobowy, żądać prawa jazdy na autobus - komentuje Mikosza. Bo przecież jego odcinek testowy nie będzie do wożenia pasażerów. - To będzie kilkudziesięciometrowa konstrukcja służąca tylko do udowodnienia, że konkretne rozwiązania techniczne będą działać. - I będzie tam jeździło najwyżej pięć wagoników. Bez pasażerów - podkreśla.
Ale okazuje się, że urzędnicy zażądali oceny oddziaływania na środowisko, bo w tzw. karcie informacyjnej projektu przekazanej ratuszowi Mikosza napisał, że przy odcinku testowym powstanie również zajezdnia i warsztaty. - Tyle że ta zajezdnia nie będzie większa niż pół zwykłego garażu. Pomieści dwa wagoniki. A warsztaty to niewielki punkt, w którym będziemy dokonywać ewentualnych napraw. Będzie tam dużo mniej hałasu niż w dziesiątkach warsztatów samochodowych, które znajdują się na terenie miasta - tłumaczy inżynier.
Dodaje też, że kolejka będzie napędzana silnikami elektrycznymi. - Więc na pewno będzie dużo cichsza niż samochody przejeżdżające przez ul. Wygonową - mówi inżynier.
Nic do gadania
Dlaczego postawiono mu tak wygórowane warunki? - Jako urząd miasta próbowaliśmy uniknąć takiej sytuacji - zapewnia Mirosław Pietrucha, rzecznik prezydenta. - Wydział ochrony środowiska swoją decyzję musiał konsultować z Regionalną Dyrekcją Ochrony Środowiska. To w pewnym sensie wyrocznia w sprawie takich inwestycji. I na podstawie tej opinii wydał decyzję o konieczności sporządzenia takiego raportu - tłumaczy rzecznik.
Przypomina też, że RDOŚ nie jest zależny od miasta, więc ratusz nie miał nic do powiedzenia. Jego zdaniem znaczenie tu ma także fakt, że Mikosza stara się o środki unijne. - Każda taka inwestycja musi posiadać taki raport lub równoważny dokument - zauważa Pietrucha.
Stop na miesiące
Zanim jednak zdążył podpisać umowę z ratuszem, to właśnie ze strony urzędu pojawiły się kolejne trudności. W odpowiedzi na wniosek o pozwolenia budowlane, ratuszowy wydział ochrony środowiska zażądał szczegółowego raportu środowiskowego.
- To ekspertyzy, których wykonanie będzie trwało miesiącami. Co oznacza kolejne miesiące opóźnienia naszego projektu - zauważa Mikosza. Sprawa o tyle ważna, że w Ministerstwie Gospodarki trwają właśnie formalności związane z weryfikacją jego wniosku o udzielenie dofinansowania z pieniędzy unijnych. Ma już zarekomendowane przyznanie 22 mln zł na odcinek testowy. - Te opóźnienia mogą także wpłynąć na decyzję ministerstwa - mówi inżynier, choć jego zdaniem nie to jest najgorsze.
Tymczasem wydział ochrony środowiska zażądał przeprowadzenia oceny oddziaływania na środowiskowo, bo tak nakazuje rozporządzenie Rady Ministrów dotyczące budowy linii tramwajowych, kolei napowietrznych i podziemnych, "używanych głównie do przewożenia pasażerów".
- Żądanie wydziału ochrony środowiska wobec mnie to tak, jakby od osoby, która kupiła samochód osobowy, żądać prawa jazdy na autobus - komentuje Mikosza. Bo przecież jego odcinek testowy nie będzie do wożenia pasażerów. - To będzie kilkudziesięciometrowa konstrukcja służąca tylko do udowodnienia, że konkretne rozwiązania techniczne będą działać. - I będzie tam jeździło najwyżej pięć wagoników. Bez pasażerów - podkreśla.
Ale okazuje się, że urzędnicy zażądali oceny oddziaływania na środowisko, bo w tzw. karcie informacyjnej projektu przekazanej ratuszowi Mikosza napisał, że przy odcinku testowym powstanie również zajezdnia i warsztaty. - Tyle że ta zajezdnia nie będzie większa niż pół zwykłego garażu. Pomieści dwa wagoniki. A warsztaty to niewielki punkt, w którym będziemy dokonywać ewentualnych napraw. Będzie tam dużo mniej hałasu niż w dziesiątkach warsztatów samochodowych, które znajdują się na terenie miasta - tłumaczy inżynier.
Dodaje też, że kolejka będzie napędzana silnikami elektrycznymi. - Więc na pewno będzie dużo cichsza niż samochody przejeżdżające przez ul. Wygonową - mówi inżynier.
Nic do gadania
Dlaczego postawiono mu tak wygórowane warunki? - Jako urząd miasta próbowaliśmy uniknąć takiej sytuacji - zapewnia Mirosław Pietrucha, rzecznik prezydenta. - Wydział ochrony środowiska swoją decyzję musiał konsultować z Regionalną Dyrekcją Ochrony Środowiska. To w pewnym sensie wyrocznia w sprawie takich inwestycji. I na podstawie tej opinii wydał decyzję o konieczności sporządzenia takiego raportu - tłumaczy rzecznik.
Przypomina też, że RDOŚ nie jest zależny od miasta, więc ratusz nie miał nic do powiedzenia. Jego zdaniem znaczenie tu ma także fakt, że Mikosza stara się o środki unijne. - Każda taka inwestycja musi posiadać taki raport lub równoważny dokument - zauważa Pietrucha.
- 24 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
-
Tylko autostrady mogą być budowane bez przepisów.
eryk99
08.02.10, 23:42
Bo jak budowali wg. przepisów, które przecież sami uchwalili (proceduryprzetargowa, odwołania etc.) to NIC nie budowali. Ale ponieważ tym razemtrzeba zbudować, to "porządkujące" przepisy »
-
taaaa
k100
09.02.10, 11:57
Urzednicy tez ludzie chca sie wykazac ze zasluguja na kase jaka pobierane. Tak naprawde to te gondole przeszkadzaj im w boskim spokoju. Nie dziwota ze swiat idzie do przodu a my dalej »





