Opolscy ratownicy w czołówce krajowej
2009-09-07
, aktualizacja: 07.09.2009 19:01
Czwarte miejsce na Międzynarodowych Mistrzostwach Polski w Ratownictwie Medycznym i Drogowym zajęła drużyna ratownicza z Opola
Opolanie pozostawili w polu 57 ekip z kraju i zagranicy.
Na zawodach rozegranych w miniony weekend w Lublinie, drużyny ratownicze miały do zaliczenia cztery zadania, symulujące konkretne sytuacje medyczne.
Pierwsze polegało na ratowaniu ofiar masowego wypadku komunikacyjnego, a konkretnie - katastrofy kolejowej.
- Były tam osoby z otwartymi złamaniami kończyn, urazami kręgosłupa, głowy - opowiada Michał Sajkowski, szef grupy, magister ratownictwa medycznego.
Ratownicy musieli zdiagnozować pacjentów i udzielić im pomocy opatrując rany, wdrażając leczenie przeciwbólowe, wreszcie transportując do szpitala.
Drugie zadanie polegało na udzieleniu pomocy osobie, która straciła oddech po zadławieniu się jabłkiem, o czym ratownicy nie wiedzieli.
- Trzeba było najpierw wpaść na to, że to kawałek jabłka spowodował komplikacje z oddechem i zasłabnięcie - mówi Sajkowski. - A potem usunąć jabłko z dróg oddechowych, przywrócić oddech i pracę serca.
Kolejna symulacja dotyczyła pomocy mężczyźnie, który zasłabł na ławce w parku. Należało stwierdzić, że jest pod wpływem narkotyków. I nie tylko udzielić mu pomocy, ale także zabezpieczyć igły, których używał, oraz odszukać w ubraniu kartkę z informacją, że dwa dni temu trafił do szpitala z powodu rany głowy i odmówił leczenia. - W tym przypadku doszło do powstania krwiaka śródczaszkowego, należało więc zbadać pacjenta neurologicznie i pilnie przewieźć na oddział neurochirurgii - opowiada szef ratowników.
Czwarte zadanie było interwencją podczas zawodów łuczniczych, kiedy to jeden z zawodników stracił panowanie nad sobą i strzelał do kolegów oraz do ratowników.
- Trzeba było wezwać policję, zabezpieczyć rany poszkodowanych, obezwładnić agresywnego strzelca oraz wezwać lotnicze pogotowie ratunkowe, bo tego wymagał stan strzelca - opowiada Sajkowski.
Na każde zadanie zespół miał dziesięć minut - komisje sędziowskie oceniały działania, które właśnie w tym czasie zostały wykonane. Jak podkreśla Sajkowski największą trudność sprawiało zorientowanie się w przyczynie i rodzaju urazu. - Tak jak często w naszej pracy - stwierdza.
W skład zespołu wchodzą, oprócz Sajkowskiego, Robert Czochara - kierowca karetki i ratownik medyczny, Kornelia Chudy - pielęgniarka i Aleksander Ziobro - ratownik medyczny. Wszyscy pracują w Opolskim Centrum Ratownictwa Medycznego.
- Bardzo się cieszę, że nasz zespół tak świetnie się spisał podczas zawodów, bo to oznacza, że pracują u nas najlepsi ratownicy - mówi Ireneusz Sołek, szef Opolskiego Centrum Ratownictwa Medycznego.
- W przyszłym roku wystawimy do mistrzostw dwie drużyny - deklaruje.
Na zawodach rozegranych w miniony weekend w Lublinie, drużyny ratownicze miały do zaliczenia cztery zadania, symulujące konkretne sytuacje medyczne.
Pierwsze polegało na ratowaniu ofiar masowego wypadku komunikacyjnego, a konkretnie - katastrofy kolejowej.
- Były tam osoby z otwartymi złamaniami kończyn, urazami kręgosłupa, głowy - opowiada Michał Sajkowski, szef grupy, magister ratownictwa medycznego.
Ratownicy musieli zdiagnozować pacjentów i udzielić im pomocy opatrując rany, wdrażając leczenie przeciwbólowe, wreszcie transportując do szpitala.
Drugie zadanie polegało na udzieleniu pomocy osobie, która straciła oddech po zadławieniu się jabłkiem, o czym ratownicy nie wiedzieli.
- Trzeba było najpierw wpaść na to, że to kawałek jabłka spowodował komplikacje z oddechem i zasłabnięcie - mówi Sajkowski. - A potem usunąć jabłko z dróg oddechowych, przywrócić oddech i pracę serca.
Kolejna symulacja dotyczyła pomocy mężczyźnie, który zasłabł na ławce w parku. Należało stwierdzić, że jest pod wpływem narkotyków. I nie tylko udzielić mu pomocy, ale także zabezpieczyć igły, których używał, oraz odszukać w ubraniu kartkę z informacją, że dwa dni temu trafił do szpitala z powodu rany głowy i odmówił leczenia. - W tym przypadku doszło do powstania krwiaka śródczaszkowego, należało więc zbadać pacjenta neurologicznie i pilnie przewieźć na oddział neurochirurgii - opowiada szef ratowników.
Czwarte zadanie było interwencją podczas zawodów łuczniczych, kiedy to jeden z zawodników stracił panowanie nad sobą i strzelał do kolegów oraz do ratowników.
- Trzeba było wezwać policję, zabezpieczyć rany poszkodowanych, obezwładnić agresywnego strzelca oraz wezwać lotnicze pogotowie ratunkowe, bo tego wymagał stan strzelca - opowiada Sajkowski.
Na każde zadanie zespół miał dziesięć minut - komisje sędziowskie oceniały działania, które właśnie w tym czasie zostały wykonane. Jak podkreśla Sajkowski największą trudność sprawiało zorientowanie się w przyczynie i rodzaju urazu. - Tak jak często w naszej pracy - stwierdza.
W skład zespołu wchodzą, oprócz Sajkowskiego, Robert Czochara - kierowca karetki i ratownik medyczny, Kornelia Chudy - pielęgniarka i Aleksander Ziobro - ratownik medyczny. Wszyscy pracują w Opolskim Centrum Ratownictwa Medycznego.
- Bardzo się cieszę, że nasz zespół tak świetnie się spisał podczas zawodów, bo to oznacza, że pracują u nas najlepsi ratownicy - mówi Ireneusz Sołek, szef Opolskiego Centrum Ratownictwa Medycznego.
- W przyszłym roku wystawimy do mistrzostw dwie drużyny - deklaruje.
- 3 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
Re: Opolscy ratownicy w czołówce krajowej
grubyfacio
08.09.09, 20:44
Mylisz sie Grzesiu!Jak nie wiesz,to nie zabieraj głosu.»
Najczęściej czytane24 htydzień





